Tym, co przebija się na pierwszy plan w przeczytanym fragmencie, jest niesamowite zaskoczenie zarówno śmiercią, jak i zmartwychwstaniem Jezusa. Najpierw czytamy o kobietach, które wczesnym rankiem przyszły do grobu. Po co tam przyszły? Znając treść Ewangelii, moglibyśmy domyślać się, że przyszły po to, by być świadkami zmartwychwstania, by powitać Chrystusa wracającego z krainy umarłych. Jednak nie, kobiety przyszły do grobu z wonnościami, którymi chciałby namaścić ciało Jezusa. Nie zdążyły tego zrobić w dniu ukrzyżowania, gdyż zbliżał się piątkowy wieczór, a więc i początek szabatu. Kobiety, gdy zobaczyły pusty grób, poczuły się bezradne i zakłopotane.

Podobnie zareagowali apostołowie, czyli najbliżsi uczniowie Jezusa. Kiedy kobiety opowiedziały im o pustym grobie i o wyjaśnieniu, jakie usłyszały od aniołów, ich słowa wydały im się „niczym baśnie” (BW), „czczą gadaniną” (BT), „tak niedorzeczne, że nie uwierzyli” (BśwP). Piotr postanowił sam sprawdzić, co to wszystko znaczy, i pobiegł do grobu, ale zobaczywszy pusty grób, tylko się zdumiał, zdziwiony tym wszystkim.

W niektórych lekcjonarzach fragment przeznaczony do czytania na niedzielę wielkanocną w roku C kończy się na wersecie 12. To jednak pewne nieporozumienie, gdyż pierwsze 12 wersetów tego rozdziału Ewangelii Łukasza opisuje przede wszystkim bezradność i zagubienie pierwszych świadków pustego grobu. To pewnie dość dobrze opisuje nasze zwykłe doświadczenie egzystencjalne, lecz jeszcze nie wskazuje na wyjście z niego. Biblia jednak nigdy nie zostawia nas tylko z opisem – choćby najtrafniejszym – naszych problemów, lecz zawsze wytycza też drogę do wolności. Dlatego nie powinniśmy zatrzymywać się ba wersecie 12, lecz czytać dalej, przynajmniej do wersetu 35. (more…)

Chyba każdy z nas czasami wolałby, żeby Ewangelie kończyły się opisem złożenia Jezusa do grobu. To bardziej odpowiadałoby popularnym wyobrażeniom o życiu przyszłym – umieramy i idziemy do nieba, a tym samym kończy się nasz niezbyt miły żywot na tej ziemi – w końcu jesteśmy wolni, możemy odpocząć, zapomnieć o krwi, pocie i łzach, o własnych słabościach i cudzej małoduszności. Może całe nasze życie przebiega pod znakiem ucieczki od stresującej codzienności i pogoni za wieczną wiosną. Może nawet chcielibyśmy, by Jezus powiedział do nas tak jak do dobrego łotra: Jeszcze dziś będziesz ze mną w raju.

Skąd taki nastrój, skąd takie myśli? Bo nie wiążemy z tym życiem zbyt wiele nadziei i dlatego tęsknimy do nieba, do raju. Bo kiedy myślimy o życiu wiecznym, to mamy na myśli raczej nieśmiertelność duszy niż ciała zmartwychwstanie. Ale niestety trzeciego dnia Jezus zmartwychwstał. Grób został pusty. A co gorsze – czterdzieści dni później odszedł do nieba, lecz bez nas. Nas zostawił na tej ziemi, byśmy „doznali szyderstw i biczowania, a nadto więzów i więzienia; byli kamienowani, paleni, przerzynani piłą, zabijani mieczem, błąkali się w owczych i kozich skórach, wyzuci ze wszystkiego, uciskani, poniewierani; (…) [byśmy] tułali się po pustyniach i górach, po jaskiniach i rozpadlinach ziemi” (Hbr 11,36-38). I rzeczywiście zaraz potem Piotr i Jan stają przed sądem, Szczepan zostaje skazany na pokazowej rozprawie, a Jakub – ścięty przez Heroda. Nie wspominając o doświadczeniach Pawła opisanych w 2. Koryntian 11. Jak to więc jest, że łotr zaraz po nawróceniu udał się do raju, a my tyle lat musimy trwać na te ziemi? (more…)