Wpisy

Jan 2,13-25

On 12/03/2012, in Biblia - NT - Jan, Kazania, by BJ
0

Jan jako jedyny ewangelista informuje nas, że Jezus oczyścił Świątynię nie tylko pod koniec swej służby, co bezpośrednio przyczyniło się do Jego aresztowania i śmierci, ale też na jej początku. Pierwsze oczyszczenie Świątyni okazało się niewystarczające, bo centralne miejsce kultu Boga wkrótce znów zamieniło się w jaskinię zbójców. Wydaje się, że po pierwszym oczyszczeniu stało się nawet gorszym miejscem niż było – podczas pierwszego oczyszczenia Jezus nazywa Świątynię targowiskiem, a podczas drugiego – jaskinią zbójców. Ze Świątynią stało się to, co z sercem człowieka, z którego wypędzono demona, lecz nic dobrego nie zamieszkało w nim, przez co demon powrócił do niego z kilkoma dodatkowymi demonami, a końcowy stan człowieka był gorszy niż pierwotny.

Ta podwójna inspekcja Świątyni przywodzi na myśl przepisy o inspekcji domu zajętego przez trąd (Kpł 14,34-47). W myśl tych przepisów jeśli w domu po pierwotnym oczyszczeniu, czyli usunięciu zajętych przez trąd kamieni, znów pojawiły się określone plamy na ścianach, wtedy dom miał zostać zburzony, a to, co w nim było, uznane za nieczyste. Odnosząc te przepisy do Świątyni, można stwierdzić, że pierwotne usunięcie przekupniów ze Świątyni, czyli jej oczyszczenie, na nic się nie zdało. Ponowna inspekcja wykazała, że plamy trądu wróciły i to z jeszcze większą intensywnością.

Przywódcy Izraela nie dostrzegali jednak żadnego problemu w Świątyni i swej religijności. Ich słowa świadczą wręcz o czymś innymi, a mianowicie o wielkiej dumie z tak wspaniałego przybytku (Jn 2,20). O ich hipokryzji świadczy to, że mimo dumy ze Świątyni, nie zawahali się przed uśmierceniem Jezusa – człowieka dobrego, sprawiedliwego, a przede wszystkim Syna Boga, którego Izrael rzekomo wielbił w swej Świątyni. Symbole i ceremonie religijne były dla nich ważniejsze niż to, na co wskazywały i do czego wzywały. To jednak normalna ludzka postawa. Zwykle kwestie zewnętrznej formy, czyli estetyki, są dla nas ważniejsze niż prawda i sprawiedliwość, czego chyba najjaskrawszym przejawem jest tak zwana poprawność polityczna.

Przy czym nie sądźmy, że formę można całkowicie oderwać od treści lub że może istnieć treść bez formy. Nie istnieje coś takiego jak sztuka dla sztuki. Każda treść wymaga określonej formy, a każda forma wyraża jakąś treść. Miłość wyraża się w przestrzeganiu przykazań (1Jn 5,3), a wiara – w dobroczynności (Jk 2,14-17). Jak opisał to George Weigel w Katedrze i sześcianie, zarówno katedra Notre Dame, jak i Wielki Łuk w paryskiej dzielnicy La Defénce powstały w takiej a nie innej formie nieprzypadkowo, lecz były wyrazem określonego światopoglądu. Średniowiecze nie mogło zbudować Wielkiego Łuku i to nie ze względów technicznych, lecz dlatego że stałby w całkowitej sprzeczności ze średniowiecznym poglądem na Boga, człowieka i świat. Podobnie dwudziestowieczny humanizm nie byłby w stanie zbudować katedry Notre Dame.

Forma religii przyjęta przez Żydów w czasach Jezusa, której symbolem stała się Świątynia zamieniona w targowisko, w jaskinię zbójców. Przy czym warto zwrócić uwagę na to, że w Starym Testamencie słowo „kupiec” lub „kramarza” oznaczało też Kananejczyków (Oz 12,7; Sof 1,11). Żydzi więc w czasach Jezusa choć zachowali pewne zewnętrzne formy prawdziwego kultu Boga, w głębi serca, ale też w pewnych zachowaniach upodobnili się do Kananejczyków. Wyrazem tego było uczynienie z dziedzińca pogan w Świątyni targowiska. Co prawda, kult Świątynny wymagał miejsca, gdzie pielgrzymi mogliby wymienić pieniądze, by zapłacić podatek świątynny, oraz kupić zwierzęta ofiarne, lecz nie musiało to odbywać się na dziedzińcu pogan. Zamieniając dziedziniec pogan w targowisko, co prawda sami sobie ułatwili pracę, lecz z drugiej strony ustanowili kolejną przeszkodę dla pobożnych pogan na ich drodze do Boga, przez co jasno pokazali, jakie były ich priorytety.

W przeciwieństwie do Żydów Jezus wykazał się prawdziwą gorliwością religijną, która nie ogranicza się do dbałości o formę, ale przywiązuje wagę także do właściwej treści. Ta dbałość o treść, czyi prawdę, okazała się jednak zabójcza dla Jezusa, który pewnie uniknąłby krzyża, gdyby był zdolny do pewnych kompromisów, tak jak trzej towarzysze Daniela uniknęliby ognistego pieca, gdyby przykucnęli choćby na jedno kolano przez posągiem Nabuchodonozora. Słowa Psalmu 69, które przypomnieli sobie uczniowie Jezusa widząc, jak oczyszcza Świątynię, należy rozumieć dwojako: „Gorliwość o dom Twój pochłonie mnie” (Jn 2,17). Nie chodzi tylko o to, że Jezus jako Syn Boży był ogarnięty wielką gorliwością o dom Ojca, ale też, że ta gorliwość zaprowadzi Go na krzyż. O tym, że tak mamy rozumieć cytat z Psalmu, świadczy wymiana zdań między Jezusem a Żydami. Żydzi najpierw zapytali Jezusa, jakim prawem wypędza przekupniów ze Świątyni, na co Jezus odpowiedział w dość enigmatyczny sposób: „Zburzcie tę świątynię, a Ja w trzech dniach wzniosę ją na nowo” (w. 19). Po zmartwychwstaniu uczniowie zrozumieli, co Jezus miał na myśli, a mianowicie że mówiąc o Świątyni odbudowanej w trzy dni, miał na myśli ciało swoje.

W świetle tych słów zmartwychwstanie Jezusa należy rozumieć jako potwierdzenie autorytetu i władzy Jezusa, o czym świadczą słowa apostoła Pawła z Listu do Rzymian, gdzie stwierdza, że Jezus został „ustanowiony według Ducha Świętości przez powstanie z martwych pełnym mocy Synem Bożym” (Rz 1,4). Jezus dostąpił tego zaszczytu nie dlatego, że po prostu zmarł, bo to jest los wszystkich ludzi – dobrych i złych, ale dlatego że został uśmiercony przez złych ludzi ze względu na swoją gorliwość o dom Ojca, czyli o wierność i czystość prawdziwej religii. Ta gorliwość zaprowadziła Go na krzyż, ale krzyż – ze względu na gorliwość – okazał się drogą nie tylko do rehabilitacji, ale i do chwały.

 

 

Film Xaviera Beauvoisa Ludzie Boga oparty jest na prawdziwych wydarzeniach. Siedmiu francuskich cystersów zostało uprowadzonych w Algierii przez islamskich terrorystów w 1996. Ich ciał nigdy nie odnaleziono.

Zakonnicy wcześniej żyli i pracowali wśród Algierczyków, ciesząc się poważaniem mieszkańców wsi, która powstała wraz z klasztorem. Utrzymywali się głównie z pracy własnych rąk, między innymi sprzedając warzywa i miód na targu. Prowadzili też przychodnię, w której świadczyli darmowe usługi medyczne. Pomagali Algierczykom tak, jak tylko mogli. O tym, jak bardzo wrośli w otoczenie i jak ważni się dla niego stali, świadczy rozmowa z przywódcami algierskiej społeczności w czasie nasilenia działań wojennych. Zakonnicy zapytani, czy zostaną, stwierdzili: „Jesteśmy jak ptaki siedzące na gałęzi. Nie wiemy, czy odlecimy”. W odpowiedzi usłyszeli: „To wy jesteście gałęzią. Jeśli odejdziecie, wszyscy stracimy grunt pod nogami”. Cystersi zostali do końca, co wkrótce przepłacili życiem. Tak jak Korczak, który do końca towarzyszył wychowankom ze swego sierocińca.

Podstawowa kwestia poruszoną przez film wyrażona została słowami brata Christophe’a: „Czy nasza śmierć tutaj czemukolwiek się przysłuży?”. Innymi słowy, gdzie przebiega granica między świadectwem wiary a niepotrzebną ofiarą. Zakonnicy nie szukali na siłę śmierci ani męczeństwa. Z początku większość opowiedziała się za wyjazdem. Z czasem dociera jednak do nich prawda, że w jednym i w drugim przypadku – ich śmierci lub wyjazdu do Francji – Algierczycy utraciliby coś drogocennego, przy czym odbiór tej straty niewątpliwie byłby inny. Zostając do końca i podejmując ryzyko, zakonnicy uwiarygodnią swoją służbę wśród Algierczyków. Wyjeżdżając, okazaliby się kolejnymi misjonarzami z Zachodu, którzy są gotowi dzielić radości i smutki z tymi, wśród których żyją, tylko do pewnego momentu.

Warto przy tym zwrócić uwagę na proces rozwiązywania dylematu, w którym dwa czynniki odegrały szczególną rolę. Pierwszy to wspomniany już stosunek mieszkańców wioski do zakonników. Algierczycy traktowali cystersów nie tylko jak swoich, ale też jako istotny element swej egzystencji, którego utrata niosłaby bardzo poważne konsekwencje. Dlatego nalegali na braci, by zostali. Drugi czynnik to czytania z lekcjonarza oraz pieśni i Psalmy, które towarzyszyły ich codziennym nabożeństwom zwłaszcza w okresie bożonarodzeniowym i wielkopostnym. Można powiedzieć, że prowadziły one zakonników ku ostatecznej decyzji na dwa sposoby. Z jednej strony, związywały ich sumienia, wzywając do naśladowania Chrystusa, którego wcielenie związało Jego losy z losem ludzi, a którego krzyż zaświadczył o miłości silniejszej niż śmierć. Z drugiej strony, dawały one nadzieję, że poświęcenie życia w słusznej sprawie nie pozostanie bezowocne.

Pozostając, zakonnicy okazali się godnie nosić imię Chrystusa, gdyż jak On miłowali aż do końca (Jn 13,1).

 

 

Marek 1,9-15

On 27/02/2012, in Biblia - NT - Marek, Kazania, by BJ
0

Podczas chrztu Jezusa „rozległ się głos z nieba: Tyś jest Syn mój umiłowany, którego sobie upodobałem” (Mk 1,11). Te słowa wypowiedziane przez Ojca do Syna przypominają słowa obietnicy, jaką Bóg złożył Dawidowi, gdy obiecał mu potomka: „Gdy dopełnią się dni twoje i zaśniesz ze swoimi ojcami, Ja wzbudzę ci potomka po tobie, który wyjdzie z twego łona, i utrwalę twoje królestwo. On zbuduje dom mojemu imieniu i utwierdzę tron królestwa jego na wieki. Ja będę mu ojcem, a on będzie mi synem” (2Sm 7,14). Z jednej strony obietnica ta odnosiła się do Salomona, lecz także do Mesjasza, jako że w osobie Salomona nie znalazła całkowitego wypełnienia. Zatem w słowach wypowiedzianych przy chrzcie Jezusa Bóg stwierdza, że oto nastąpiło spełnienie tego, co obiecał Dawidowi – oto nadszedł król, którego władza nie będzie miała końca.

Zaraz potem Marek opisuje pierwsze starcie nowego Króla z siłami ciemności – kuszenie na pustyni. Później przychodzą kolejne potyczki i bitwy. O ile jednak wojny Dawida były dosłownymi wojnami, gdzie stal biła o stal, a krew wrogów lała się jak z cebra, o tyle wojny Jezusa wyglądały inaczej. Jezus nie walczył „z krwią i z ciałem, lecz z nadziemskimi władzami, ze zwierzchnościami, z władcami tego świata ciemności, ze złymi duchami w okręgach niebieskich” (Ef 6,12). W końcu w ostatniej bitwie Jezus odniósł zwycięstwo w sposób, który jawi się jako paradoksalny, choć kiedy się nad nim zastanowimy, dojdziemy do wniosku, że właśnie takiego rozstrzygnięcia powinniśmy się spodziewać. Jezus odniósł zwycięstwo, kiedy pozwolił, by Jego wróg zniszczył Go na krzyżu. To stąd C.S. Lewis zapożyczył schemat dla zwycięstwa Aslana nad Białą Czarownicą – to, co Biała Czarownica uznała za swój tryumf, mając Aslana za naiwnego głupca, okazało się jej klęską, bo nie tylko nie zdobyła Narnii, ale nawet nie zachowała władzy nad Edmundem.

Chrystus zatem pokonał szatana i utwierdził swoje Królestwo na wieki, wydając się na pastwę szatana i dając mu się zniszczyć, wiedział bowiem, że – mówiąc językiem Narnii – oprócz Wielkich Czarów i istnieją jeszcze większe czary, które sprawiają, że nawet śmierć musi cofnąć swe wyroki.

Nie myślny jednak, że tylko Chrystus ma udział w tej walce. Słowa o walce nie z krwią i z ciałem, lecz z nadziemskimi władzami apostoł Paweł odnosi nie tylko do Chrystusa, ale też do tych, którzy są w Chrystusie. Ci bowiem, którzy są w Chrystusie, są synami Bożymi, jak czytamy w Liście do Galacjan: „Albowiem wszyscy jesteście synami Bożymi przez wiarę w Jezusa Chrystusa. Bo wszyscy, którzy zostaliście w Chrystusie ochrzczeni, przyoblekliście się w Chrystusa” (Ga 3,26-27).

Warto zwrócić uwagę na to, że apostoł łączy usynowienie z chrztem, dokładnie tak, jak miało to miejsce podczas chrztu Jezusa, kiedy Ojciec oznajmił, że Jezus jest Jego umiłowanym Synem. Coś podobnego – zdaniem Pawła – stało się także podczas naszego chrztu. Choć nie rozległ się wtedy głos z nieba, to jednak – jak powiada Pismo – zostaliśmy przyjęci w poczet dzieci Bożych. Co więcej, jako synowie Boży królujemy wraz z Chrystusem. Chrzest jest usynowieniem, ale i powołaniem na królewski urząd.

Chrzest jest jednak czymś więcej, jest też zapowiedzią rzeczy przyszłych. Duch, który zstępując na Jezusa w rzece Jordan, namaścił Go do spełnienia zadania, do którego został powołany, wypełni to zadanie przez wzbudzenie Jezusa z martwych, a w przyszłości także przez wzbudzenie nas z martwych. Paweł w Liście do Rzymian napisał najpierw, że Jezus przez Ducha „został ustanowiony Synem Bożym (…) przez zmartwychwstanie” (Rz 1,4), a kilka rozdziałów dalej stwierdził, że i my zostaniemy ustanowieni synami i córkami Boga, kiedy Duch wzbudzi nas do nowego życia (Rz 8,23). Chrzest jest więc znakiem i pieczęcią królewskiego synostwa także dlatego, że antycypuje to, co w pełni otrzymamy w dniu zmartwychwstania.

Powołanie na królewskich synów nie koniecznie musi być jednak postrzegane jako coś atrakcyjnego, o co warto zabiegać. I rzeczywiście, wiele osób woli zrezygnować z tego przywileju, kiedy dowiaduje się, że kiedy Duch namaścił Jezusa na króla, namaścił Go też na śmierć, i że to samo namaszczenie otrzymaliśmy i my wraz z chrztem. Problem w tym, że chcemy być królami właśnie dlatego, że liczymy, iż korona uchroni nas od krzyża. Władza jednak musi oznaczać odpowiedzialność. Inaczej wyradza się w tyranię.

Kiedy Paweł pisał o usynowieniu nas przez Boga mocą Ducha, „w którym wołamy: Abba, Ojcze!” (Rz 8,15), zaraz potem dodał: „Sam Duch wspiera swym świadectwem naszego ducha, że jesteśmy dziećmi Bożymi. Jeżeli zaś jesteśmy dziećmi, to i dziedzicami: dziedzicami Boga, a współdziedzicami Chrystusa, skoro wspólnie z Nim cierpimy po to, by też wspólnie mieć udział w chwale.” (Rz 8,16-17). Usynowienie prowadzi więc do udziału w cierpieniu Chrystusa, a przez to do królowania w Chrystusie.

Później Jezus wielokrotnie będzie mówił o swoim krzyżu, a także o tym, że Jego naśladowcy muszą wziąć na siebie swój krzyż, a jednak aż do Jego śmierci nikt nie rozumiał i nie przyjmował tych słów. W ich wyobrażeni o koronie i królowaniu nie było miejsca na krzyż i cierpienie.

 

 

Marek 9,2-9

On 20/02/2012, in Biblia - NT - Marek, Kazania, by BJ
0

Przemienienie Jezusa przypomina Jego chrzest. Na Górze Przemienienia Ojciec wypowiada słowa bardzo podobne do wypowiedzianych podczas chrztu: „Ten jest Syn mój umiłowany, Jego słuchajcie” (Mk 9,7; por. Mk 1,11). Ponadto, podczas chrztu na Jezusa zstąpił Duch Święty w postaci gołębicy. Na Górze Przemienienia nie widzimy gołębicy, ale obłok, który otoczył Jezusa. Marek nie mówi wprost, czym jest ten obłok. Jednak u proroka Aggeusza czytamy, że obłokiem zamieszkującym Namiot Zgromadzenia był Duch Święty (Agg 2,5). Zatem podczas chrztu Duch zstąpił na Jezusa w postaci, którą moglibyśmy nazwać uniżoną lub pokorną. Z kolei na Górze Przemienienia Duch przybiera postać obłoku chwały. To, że słusznie identyfikujemy obłok z Duchem Świętym, potwierdzają obecność Mojżesza, słowa Piotra o namiocie, oraz obecność Eliasza, który gdy został zabrany do nieba przekazał Ducha swemu uczniowi, Elizeuszowi.

Na Górze Przemienienia Jezus – choć tylko na chwilę – otrzymuje pełnię tego, co Ojciec obiecał Mu w dniu chrztu. W okamgnieniu ciało Jezusa przemieniło się z doczesnego w nieśmiertelne, z ziemskiego w niebiańskie, czyli takie, jakie otrzymamy w dniu zmartwychwstania – nieskażone, pełne chwały i mocy (por. 1Kor 15,35-53). Przemienienie Pańskie nie jest bowiem objawieniem Chrystusa w Jego boskości, lecz objawieniem pełni Jego człowieczeństwa. Niestety, wielu teologów, a także kolęd, mówiąc o wcieleniu Jezusa, przedstawiają je jako ukrycie bóstwa w ludzkim ciele. Bóg jednak nie ukrył się w ludzkim ciele, lecz w nim objawił. Dlatego ten, kto widział Syna, widział Ojca (por. Jn 14,9; co ważne, Jezus wypowiedział te słowa nie do Piotra, Jakuba lub Jana, lecz do Filipa, którego nie było na Górze Przemienienia).

Bóg stworzył człowieka na swój obraz, aby był odbiciem Jego chwały. Dlatego twarz Mojżesza jaśniała szczególnym blaskiem po spotkaniu z Bogiem, podobnie jak twarz Szczepana, gdy w otwartym niebie ujrzał Syna po prawicy Ojca. Niestety, zwykle nie dostrzegamy tego odbicia chwały Bożej w ludzkich twarzach, a to w powodu grzechu, który ją tłumi i zniekształca. Syn stał się człowiekiem, by odnowić obraz Boga w człowieku. Po latach od przemienienia Pańskiego pisał o tym Piotr, gdy stwierdził, że moc Boga działa w nas, byśmy stali się uczestnikami boskiej natury (2Pt 1,4). Przy czym Piotr od razu wyjaśnia, co ma na myśli – we wszystkim mamy stać się podobni do Jezusa Chrystusa, postępując w Jego ślady. Uczestnictwo w boskiej naturze oznacza więc nie tyle uczestnictwo w boskiej substancji, lecz w boskim charakterze.

Najwyraźniej Piotr – na podstawie tego, co widział – słusznie domyślał się, czego jest świadkiem i dlatego zaproponował, że postawi trzy namioty – po jednym dla Jezusa, Mojżesza i Eliasza. Wszyscy trzej bili blaskiem tej samej chwały. Jezus nie był wyjątkiem. Wyjątkowość Jezusa nie wynikała z innej chwała bijącej od Niego (co potwierdza tezę, że nie był to blask Boga, lecz jego odbicie w człowieku), lecz z głosu Ojca poświadczającego szczególny status Jezusa.

Zaraz potem Piotr popełnił kolejny błąd – oprócz zrównania Jezusa z Mojżeszem i Eliaszem – gdy zaproponował, by wszyscy zostali na Górze Przemienienia: „Mistrzu, dobrze nam tu być” (Mk 9,5). Według Łukasza Piotr wypowiedział te słowa, gdy Mojżesz i Eliasz zbierali się do odejścia (Łk 9,33). Wygląda na to, że Piotr ujrzawszy chwałę Chrystusa, chciał zostać na górze, gdyż zakładał, że on sam może zostać otoczony tę samą chwałą bez szczególnego wysiłku, za darmo, nic za nią nie płacąc. Może też bał się zejść z góry, gdyż dobrze jeszcze pamiętał słowa Jezusa, „że Syn Człowieczy musi wiele cierpieć, musi być odrzucony przez starszych, arcykapłanów oraz uczonych w Piśmie i musi być zabity, a po trzech dniach zmartwychwstać” (Mk 8,31), oraz: „Jeśli kto chce pójść za mną, niech się zaprze samego siebie i weźmie krzyż swój i naśladuje mnie. Bo kto by chciał duszę swoją zachować, utraci ją, a kto by utracił duszę swoją dla mnie i dla ewangelii, zachowa ją” (Mk 8,34-35). Może, widząc Jezus w chwale, pomyślał, że los uśmiechnął się do niego i jednak ani Chrystus, ani on nie będzie musiał iść na krzyż.

Jezus jednak wiedział, że bez krzyża nie ma korony, a chwała, jaką na moment został otoczony, jest chwałą zmartwychwstania, dlatego musi zejść z góry, zostawiając chwałę za sobą, i udać się na krzyż. A w drodze na krzyż znów spotkał „ród bez wiary” (Mk 9,19) i demony. Podobnie jak Mojżesz, który zszedłszy z góry, na której spotkał się z Bogiem, ujrzał Izraelitów oddających się bałwochwalstwu.

Nas też czasami marzy się chwała bez krzyża, kołacze bez pracy. Gdybyśmy mieli do wyboru bogactwo wygrane na loterii i bogactwo zdobyte pilną i długotrwałą pracą, wybralibyśmy to pierwsze, nie pamiętając, że „łatwo zdobyty majątek maleje, lecz kto stopniowo gromadzi, pomnaża go” (Prz 13,11). Z tych słów Salomona możemy wywnioskować, że nie możemy zdobyć prawdziwej chwały bez krzyża nie tylko dlatego, że Bóg tak, a nie inaczej, urządził ten świat, ale przede wszystkim dlatego, że chwała zdobyta bez krzyża jest chwałą złudną, a nawet niebezpieczną, bo nadyma człowieka, który nie dojrzał do udźwignięcia jej ciężaru, co w końcu prowadzi go do upadku.

 

 

Marek 1,40-45

On 20/02/2012, in Biblia - NT - Marek, by BJ
0

Mark Horne, The Victory According To Mark, Moscow 2003, s. 45-47

Marek umieszcza powołanie Piotra, Andrzeja, Jakuba i Jana przed opisem wyrzucenia „nieczystego ducha” w synagodze. Następnie Marek ponownie wspomina o czwórce pierwszych uczniów przy okazji uzdrowienia teściowej Piotra, w reakcji na co teściowa Piotra mogła usłużyć im przy stole. Teraz ewangelista opisuje oczyszczenie trędowatego. Dotychczasowa relacja Marka układa się w pewien schemat:

a1. chrzest, czyli powołanie Jezus do służby (1,9-11),

b1. powołanie Piotra, Andrzeja, Jakuba i Jana do służby (1,16-20),

c1. uzdrowienie i usługiwanie teściowej Piotra (1,29-39),

a2. starcie Jezusa z szatanem na pustyni (1,12-15),

b2. starcie Jezusa z nieczystym duchem w synagodze (1,21-28),

c2. oczyszczenie trędowatego na pustyni (1,40-45).

Co wspólnego ma oczyszczenie trędowatego z wypędzeniem demona? Zdaniem Marka – bardzo wiele. Po pierwsze, Marek nazywa demona „duchem nieczystym” [Przypis: Podstawą dla analogii między zamieszkiwaniem człowieka przez demony a nieczystością może być tekst z Księgi Kapłańskiej 11,29-35. Czytamy tam, że jeśli jakieś pełzające po ziemi stworzenie wejdzie do naczynia glinianego, naczynie musi zostać rozbite, ponieważ zostało zanieczyszczone i jako takie stało się źródłem nieczystości. Jednak Jezus potrafi oczyścić gliniane naczynie ludzkiego ciała, nie niszcząc go]. Zatem egzorcyzm przedstawiony jest jako oczyszczenie. Po drugie, jak wcześniej Jezus uciszył demona, by nie ujawnił Jego tożsamości, tak teraz – z jeszcze gorszym skutkiem! – Jezus ucisza oczyszczonego trędowatego. Po trzecie, choć egzorcyzm miał miejsce w synagodze, a nie na pustyni, czyn Jezusa wiąże się z czymś większym niż synagoga – ze Świątynią. Jezus nakazał trędowatemu pójść do kapłanów, jak nakazywało Prawo Mojżesza. W końcu, nowa moc związana z nową nauką Jezusa potencjalnie prowadzi do konfliktu – nie z uczonymi w Piśmie, lecz z kapłanami. Oczyszczanie z trądu było ich prerogatywą (Kpł 14,1), lecz Jezus, który nawet nie pochodził z roku Lewiego, czyni to szybciej i lepiej niż kapłani.

Powinienem dodać, że to, co dziś nazywamy trądem, nie ma nic wspólnego z trądem, o którym mówi Biblia. W Piśmie Świętym trądem nazywano odbarwienie skóry, ubrania lub ściany domu (Kpł 13,14) [Przypis: Wiele tłumaczeń Biblii używa różnych określeń na odbarwienie skóry, ubrania lub ściany, jednak w tekście oryginalnym we wszystkich trzech przypadkach użyte jest jedno i to samo słowo]. Jedynym problemem związanym z biblijnym trądem było to, że czynił on nieczystym osobę, ubranie lub budynek, wskutek czego dana osoba nie mogła zbliżać się do Przybytku lub Świątyni ani mieszkać razem z nie trędowatymi. Trąd – podobnie jak wszelka ceremonialna nieczystość – skutkował oddaleniem od szczególnej obecności Boga. Oczyszczając trędowatego, Jezus przywrócił mu dostęp do Świątyni. Po oczyszczeniu trędowaty mógł też uczestniczyć w Święcie Paschy oraz innych uroczystościach w Jerozolimie. Mógł również ponownie osiedlić się w mieście.

W Ewangelii Marka wielokrotnie zobaczymy Jezusa dokonującego oczyszczenia czy to przez egzorcyzmy, czy też przez uzdrowienie kobiety z krwotoku. We wszystkim przypadkach Jezus demonstruje, że sam jest wolny od nieczystości i nic nie może Go zanieczyścić. Nieco inaczej jest w tym przypadku. Jezus dotknął trędowatego, a następnie – w wyniku nieposłuszeństwa trędowatego – Jezusowi przypadł los trędowatego. Jezus „nie mógł już jawnie wejść do miasta, ale przebywał na ustroniu, na miejscach pustych” (w. 45). Choć sam jest czysty, to jednak cierpi, jakby był nieczysty, ponieważ dotknął osoby nieczystej i oczyścił ją. Trudno o bardziej żywy obraz Jezusa cierpiącego pod przekleństwem, aby ci, którzy zasługują na przekleństwo, mogli cieszyć się błogosławieństwem.