Przemienienie Jezusa przypomina Jego chrzest. Na Górze Przemienienia Ojciec wypowiada słowa bardzo podobne do wypowiedzianych podczas chrztu: „Ten jest Syn mój umiłowany, Jego słuchajcie” (Mk 9,7; por. Mk 1,11). Ponadto, podczas chrztu na Jezusa zstąpił Duch Święty w postaci gołębicy. Na Górze Przemienienia nie widzimy gołębicy, ale obłok, który otoczył Jezusa. Marek nie mówi wprost, czym jest ten obłok. Jednak u proroka Aggeusza czytamy, że obłokiem zamieszkującym Namiot Zgromadzenia był Duch Święty (Agg 2,5). Zatem podczas chrztu Duch zstąpił na Jezusa w postaci, którą moglibyśmy nazwać uniżoną lub pokorną. Z kolei na Górze Przemienienia Duch przybiera postać obłoku chwały. To, że słusznie identyfikujemy obłok z Duchem Świętym, potwierdzają obecność Mojżesza, słowa Piotra o namiocie, oraz obecność Eliasza, który gdy został zabrany do nieba przekazał Ducha swemu uczniowi, Elizeuszowi.

Na Górze Przemienienia Jezus – choć tylko na chwilę – otrzymuje pełnię tego, co Ojciec obiecał Mu w dniu chrztu. W okamgnieniu ciało Jezusa przemieniło się z doczesnego w nieśmiertelne, z ziemskiego w niebiańskie, czyli takie, jakie otrzymamy w dniu zmartwychwstania – nieskażone, pełne chwały i mocy (por. 1Kor 15,35-53). Przemienienie Pańskie nie jest bowiem objawieniem Chrystusa w Jego boskości, lecz objawieniem pełni Jego człowieczeństwa. Niestety, wielu teologów, a także kolęd, mówiąc o wcieleniu Jezusa, przedstawiają je jako ukrycie bóstwa w ludzkim ciele. Bóg jednak nie ukrył się w ludzkim ciele, lecz w nim objawił. Dlatego ten, kto widział Syna, widział Ojca (por. Jn 14,9; co ważne, Jezus wypowiedział te słowa nie do Piotra, Jakuba lub Jana, lecz do Filipa, którego nie było na Górze Przemienienia).

Bóg stworzył człowieka na swój obraz, aby był odbiciem Jego chwały. Dlatego twarz Mojżesza jaśniała szczególnym blaskiem po spotkaniu z Bogiem, podobnie jak twarz Szczepana, gdy w otwartym niebie ujrzał Syna po prawicy Ojca. Niestety, zwykle nie dostrzegamy tego odbicia chwały Bożej w ludzkich twarzach, a to w powodu grzechu, który ją tłumi i zniekształca. Syn stał się człowiekiem, by odnowić obraz Boga w człowieku. Po latach od przemienienia Pańskiego pisał o tym Piotr, gdy stwierdził, że moc Boga działa w nas, byśmy stali się uczestnikami boskiej natury (2Pt 1,4). Przy czym Piotr od razu wyjaśnia, co ma na myśli – we wszystkim mamy stać się podobni do Jezusa Chrystusa, postępując w Jego ślady. Uczestnictwo w boskiej naturze oznacza więc nie tyle uczestnictwo w boskiej substancji, lecz w boskim charakterze.

Najwyraźniej Piotr – na podstawie tego, co widział – słusznie domyślał się, czego jest świadkiem i dlatego zaproponował, że postawi trzy namioty – po jednym dla Jezusa, Mojżesza i Eliasza. Wszyscy trzej bili blaskiem tej samej chwały. Jezus nie był wyjątkiem. Wyjątkowość Jezusa nie wynikała z innej chwała bijącej od Niego (co potwierdza tezę, że nie był to blask Boga, lecz jego odbicie w człowieku), lecz z głosu Ojca poświadczającego szczególny status Jezusa.

Zaraz potem Piotr popełnił kolejny błąd – oprócz zrównania Jezusa z Mojżeszem i Eliaszem – gdy zaproponował, by wszyscy zostali na Górze Przemienienia: „Mistrzu, dobrze nam tu być” (Mk 9,5). Według Łukasza Piotr wypowiedział te słowa, gdy Mojżesz i Eliasz zbierali się do odejścia (Łk 9,33). Wygląda na to, że Piotr ujrzawszy chwałę Chrystusa, chciał zostać na górze, gdyż zakładał, że on sam może zostać otoczony tę samą chwałą bez szczególnego wysiłku, za darmo, nic za nią nie płacąc. Może też bał się zejść z góry, gdyż dobrze jeszcze pamiętał słowa Jezusa, „że Syn Człowieczy musi wiele cierpieć, musi być odrzucony przez starszych, arcykapłanów oraz uczonych w Piśmie i musi być zabity, a po trzech dniach zmartwychwstać” (Mk 8,31), oraz: „Jeśli kto chce pójść za mną, niech się zaprze samego siebie i weźmie krzyż swój i naśladuje mnie. Bo kto by chciał duszę swoją zachować, utraci ją, a kto by utracił duszę swoją dla mnie i dla ewangelii, zachowa ją” (Mk 8,34-35). Może, widząc Jezus w chwale, pomyślał, że los uśmiechnął się do niego i jednak ani Chrystus, ani on nie będzie musiał iść na krzyż.

Jezus jednak wiedział, że bez krzyża nie ma korony, a chwała, jaką na moment został otoczony, jest chwałą zmartwychwstania, dlatego musi zejść z góry, zostawiając chwałę za sobą, i udać się na krzyż. A w drodze na krzyż znów spotkał „ród bez wiary” (Mk 9,19) i demony. Podobnie jak Mojżesz, który zszedłszy z góry, na której spotkał się z Bogiem, ujrzał Izraelitów oddających się bałwochwalstwu.

Nas też czasami marzy się chwała bez krzyża, kołacze bez pracy. Gdybyśmy mieli do wyboru bogactwo wygrane na loterii i bogactwo zdobyte pilną i długotrwałą pracą, wybralibyśmy to pierwsze, nie pamiętając, że „łatwo zdobyty majątek maleje, lecz kto stopniowo gromadzi, pomnaża go” (Prz 13,11). Z tych słów Salomona możemy wywnioskować, że nie możemy zdobyć prawdziwej chwały bez krzyża nie tylko dlatego, że Bóg tak, a nie inaczej, urządził ten świat, ale przede wszystkim dlatego, że chwała zdobyta bez krzyża jest chwałą złudną, a nawet niebezpieczną, bo nadyma człowieka, który nie dojrzał do udźwignięcia jej ciężaru, co w końcu prowadzi go do upadku.