Aż po grób (2009), reż. Aaron Schneider
Aż po grób to historia pustelnika, Felixa Busha (Robert Duvall), który po 40 latach spędzonych na odludziu spostrzega, że lata jego życia dobiegają końca i dochodzi do wniosku, że czas przygotować się na śmierć. Zanim jednak umrze, chce zorganizować stypę, na którym ludzie z okolicy opowiedzieliby, co o nim słyszeli i co o nim sądzą. W tym przypadku stypa odbyłaby się jeszcze za życia „zmarłego”, bo Bush jeszcze za życia chce dowiedzieć się, jaką opinię wyrobił sobie u sąsiadów, choć oczywiste jest, że opinia ta nie jest pochlebna. Bush nie jest bowiem tylko odludkiem skrzętnie i zdecydowanie, a nawet brutalnie chroniącym swego miejsca odosobnienia – „więzienia”, jak je nazywa – ale jego przeszłość kryje jakąś tajemnicę, która dzięki plotce i zniekształceniom tylko potęguje podejrzliwość i strach wobec Busha. Organizacji stypy podejmuje się jedyny w miasteczku zakład pogrzebowy, którego właścicielem jest Frank Quinn (Bill Murray), a zachętą do uczestnictwa w stypie ma być loteria, na której wygrać można kilkadziesiąt hektarów dziewiczego lasu należącego do Busha. Pustelnikowi z wyboru najbardziej zależy na tym, by w stypie pojawił się jego stary znajomy, pastor Charlie Jackson (Bill Cobbs), znający sekret Busha.
Dzięki wyznaniu poczynionym na – jako nazwał je Bush – przyjęciu pogrzebowym stary pustelnik może już umrzeć jako człowiek wolny i pogodzony z życiem oraz najbliższymi. Jednak, jak zaznaczył reżyser, Aaron Schneider, w jednym z wywiadów, Aż po grób nie jest filmem tylko o winie, przebaczeniu i pojednaniu. Ścianami więzienia, w którym Bush z własnej woli spędził 40 lat, rezygnując z normalnego życia, jest nie tylko jego pustelnia, ale też stosunek lokalnej społeczności, która z różnych powodów poddała go ostracyzmowi. Plotka zmieszana ze strachem skutecznie odizolowała go do bliźnich. Gdy Bush dochodzi do wniosku, że w obliczu nadchodzącej śmierci czas uporządkować sobie życie, próbuje otworzyć drzwi swego więzienia właśnie przy pomocy stypy, na której ludzie mieliby okazję poznać prawdę o wydarzeniach sprzed 40 lat. Niestety lokalna społeczność nie za bardzo ma ochotę wziąć udział w przedsięwzięciu. Pastor odsyła Busha z niczym, a dokładnie z kilkoma pobożnymi frazesami. W końcu, gdy przedsiębiorca pogrzebowy, Frank Quinn, decyduje się zorganizować stypę, jego motywacja jest natury czysto finansowej – ku jego strapieniu nikt w miasteczku nie chce umierać. Z czasem jednak między jego współpracownikiem, Buddym (Lucas Black), a Bushem zawiązuje się nić sympatii, a Buddy już nie kierując się – przynajmniej nie tylko i wyłącznie – kwestiami finansowymi chce pomóc pustelnikowi uwolnić się od demonów przeszłości.
I właśnie, zdaniem reżysera, o tym jest film – o życiu w cieniu pewnych wydarzeń z przeszłości, które przestawiają los człowieka na tory inne niż by sobie wymarzył. Tragedia, którą po części Bush sprowokował, zapędziła go do pustelni na większą część jego życia. Pod koniec filmu Bush stwierdza: „Zawsze myślałem, że zwiedzę świat, ale ze względu na to, co zrobiłem, praktycznie nigdy nigdzie nie pojechałem”. Wcześniej z wielkim żalem wyznaje, że nie tylko nie ma wnuków, ale nawet nie wie, jak trzymać w ramionach małe dziecko. „Zastanawiałem się nad tym”, mówi Schneider, „i nagle mnie olśniło. Pomyślałem o wielu wydarzeniach, które ustawiły moje życie na takich a nie innych torach. Zatem nawet jeśli nie jesteśmy pustelnikami, nawet jeśli nie żyjemy w więzieniu, w którym sami się zamknęliśmy, to jednak ograniczają nas pewne subtelne i psychologiczne czynniki. Każdy doświadczył czy to tragedii, czy porażki, która obarcza go i nie pozwala w pełni żyć. I może o to chodzi w życiu, o zrzucenie tych małp z naszych pleców”.
Bush nie mógł sam pozbyć się swoich małp. Musiał spotkać Buddy’ego, który pomógł mu to uczynić.
