Rousas John Rushdoony, fragment “Revolt against Maturity”, Vallecito 1987

Tłumaczył Bogumił Jarmulak

Słowo „nowe” pełni w Biblii ważną rolę. Kryją się za nim dwa greckie słowa: kainos, co znaczy „nowy w formie, jakości lub naturze”, oraz neos, co znaczy „nowy w czasie”. Słowo „nowość” (por. Rz 6,4; 7,6) to greckie kainotes, co znaczy, że „nowość życia” to nowa jakość życia. Słowem częściej występującym w Nowy Testamencie jest kainos.

Wciąż powracającym stwierdzeniem Pisma jest obietnica nowego stworzenia: „Oto ja stworzę nowe niebo i nową ziemię i nie będzie się wspominało rzeczy dawnych, i nie przyjdą one na myśl nikomu” (Iz 65,17; por. 51,16; 66,22; 2Pt 3,13; Obj 21,1). Chrystus zasiadający na tronie mówi: „Oto wszystko nowym czynię”. Bóg w Starym Testamencie obiecał Nowe Przymierze. Również tu użyte jest greckie słowo kainos (por. Hbr 8,8; Obj 21,5) wskazujące na nową naturę lub jakość. Nowe stworzenie, choć zewnętrznie podobne do starego, cechuje się nowym życiem i jakością dzięki zbawczej mocy Boga. Źródłem nowego życia jest Jezus Chrystus, który w Objawieniu 3,14 przedstawił się jako „Amen, świadek wierny i prawdziwy, początek stworzenia Bożego”. Słusznie skomentował te słowa W. Boyd Carpenter:

Początek stworzenia Bożego – ten tytuł naszego Pana nie pojawia się w listach do innych zborów, lecz bardzo przypomina język św. Pawła z Listu do Kolosan (1,15-18). Początek nie oznacza, że Chrystus był pierwszym pośród stworzeń, lecz że był ich źródłem. Przez Niego wszystko zostało stworzone (Jn 1,1-3; Kol 1,15 i 18) – stworzenie zostało zapoczątkowane nie wraz z Nim, lecz przez Niego . Krótko mówiąc, słowo „początek” (podobnie jak słowo „wierność”) należy postrzegać w stronie czynnej. Chrystus posiada zarówno moc stwórczą (Dz 3,14), jak i pierwszeństwo nad wszelkim stworzeniem. Nieprzypadkowo ten tytuł Chrystusa pojawił się w liście do kościoła w Laodycei, który był zagrożony pokusą kultu pomniejszych bóstw (por. Kol 1,16; 2,15, gdzie pojawia się słowo „początek” w liczbie mnogiej, które tłumaczone jest jako „władze”). [W. B. Carpenter, „Revelation”, w: Ellicott, red., Commentary on the Whole Bible, VIII, s. 549].

Św. Jan stwierdza wprost: „Wszystko przez nie [Słowo] powstało, a bez niego nic nie powstało, co powstało” (Jn 1,3). Bóg Syn, a właściwie cała Trójca, był zaangażowany w dzieło stworzenia, tak że w oderwaniu od Niego stworzenie nie jest w stanie istnieć, a człowiek nie może go poznać. Tym bardziej po Upadku niemożliwe jest nowe stworzenie w oderwaniu od Tego, który jest źródłem całego stworzenia. Wszystkie rzeczy powstały z niczego dzięki suwerennemu słowu Boga i tylko dzięki temu słowu mogą dostąpić odrodzenia i odnowienia.

Kiedy mówimy o zbawieniu, uzdrowieniu lub zwycięstwie, to mamy na myśli właśnie odrodzenie całego stworzenia przez Boga Zbawiciela. Takie jest też znaczenie imienia Jezus – Bóg Zbawiciel, „albowiem On zbawi lud swój od grzechów jego” (Mt 1,21). Ponieważ grzech niszczy i uśmierca stworzenie, dlatego Bóg niszcząc grzech i śmierć, ratuje i odnawia swój lud. Początkiem i znakiem nowych narodzin stworzenia – nowych w naturze, jakości i życiu – były narodziny dziecka, a dokładnie – wcielenie Syna Bożego: „To będzie dla was znakiem: Znajdziecie niemowlątko owinięte w pieluszki i położone w żłobie” (Łk 2,12).

Znak w Nowym Testamencie „to zewnętrzny przejaw wewnętrznego lub ukrytego celu, zwykle związanego z planem Bożym”. Symeon nazwał Jezusa „znakiem, któremu się sprzeciwiać będą” (Łk 2,34). Jezus gromił tych, którzy domagali się cudownego znaku z nieba (por. Mt 12,39; Mk 8,12; Łk 11,29; 1Kor 1,22), ponieważ wszystko, czym był i co czynił, było znakiem dla tych, którzy byli gotowi go przyjąć.

Jako znak zbawczego działania Boga Jezus postrzegał raczej swoją osobę niż czyny. Sam Syn Boży został dany temu pokoleniu jako znak bliskości zbawienia. Może właśnie z tego powodu Jezus przyjął tytuł Syna Człowieczego. Ezechiel, podobnie jak inni prorocy (por. Iz 8,18), uważał się za znak dany jego pokoleniu (por. Ez 12,6; 24,24), posłany, by wypowiedzieć słowa Boga, „czy będą słuchać, czy nie” (Ez 3,4 i 11). Zatem Syn Człowieczy, Jezus, przyszedł, by zwiastować słowo Boże i być znakiem dla nieposłusznego ludu (por. Ez 3,27 i Mk 4,9). [A. Richardson, „Sign in the NT”, w: The Interpreter’s Dictionary of the Bible, R-Z, New York 1962, s. 346].

Jezus Chrystus ogłosił, że jest znakiem. Podobnie aniołowie przy Jego narodzinach ogłosili, że Jezus ma być znakiem czegoś nowego – „radości wielkiej, która będzie udziałem wszystkiego ludu” (Łk 2,10). Przesłanie zastępów anielskich brzmiało: „Chwała na wysokościach Bogu, a na ziemi pokój ludziom, w których ma upodobanie” (Łk 2,14). Lenski tłumaczy to następująco: „Chwała na wysokościach Bogu, na ziemi pokój, a ludziom – pomyślność”. Słowo tłumaczone jako „dobra wola” lub „upodobanie” to eudokia (por. Ef 1,5 i 9; Flp 1,15; 2,13; Rz 10,1; 2Tes 1,11; Mt 11,26; Łk 10,21). Eudokia lub dobra wola nie oznacza nowego porządku rzeczy, w którym ludzie okazują dobrą wolę sobie nawzajem. Oznacza raczej to, że istotą nowego świata jest dobra wola Boga okazana ludziom w narodzinach Jezusa Chrystusa. Św. Paweł odnosi się do tego faktu w Liście do Efezjan 2,14, kiedy stwierdza, że „On jest pokojem naszym, On sprawił, że z dwojga jedność powstała, i zburzył w ciele swoim stojącą pośrodku przegrodę z muru nieprzyjaźni”.

Zatem Jezus Chrystus, początek, czyli źródło stworzenia, jest też odnowicielem stworzenia, który udziela mu nowość życia i natury przez oczyszczenie go z grzechu i śmierci oraz przez odrodzenie go swoją mocą.

W wymiarze praktycznym oznacza to, że psychologia odrodzenia prowadzi człowieka do akceptacji tego, co nowe dzięki Chrystusowi. Bardzo łatwo przychodzi nam ubolewać nad przeszłością, co sprawia, że jesteśmy przez nią uwięzieni. W XX wieku wielu ludzi od stuleci zakorzenionych w jednym miejscu zostało wyrwanych i przesiedlonych w obce strony. Ludzie, którzy z miłości poświęcili swoje życia dla Kościoła, z przerażeniem odkryli, że Kościół stał się parodią własnej misji i powołania. Bezwzględny marsz humanizmu podeptał owoce pracy wielu pokoleń i wyśmiał płaczących w bólu. Zniszczenie nazwano cnotą, a nowinkę – nowością.

Wciąż aktualne są słowa Pana: „Niech umarli grzebią umarłych swoich, lecz ty idź i głoś Królestwo Boże” (Łk 9,60). To, co przemija, jest martwe i często musi przeminąć. Nie powinniśmy zawracać i wiązać się z przeszłością ani nosić po niej żałobę. Jesteśmy ludem Jezusa Chrystusa, który wszystko czyni nowym, i mamy iść do przodu z przeświadczeniem, że to, co prawdziwie nowe, pochodzi tylko z ręki Boga. Nowość życia, nowa jakość i natura, pochodzą tylko od Jezusa Chrystusa i z żadnego innego źródła. Zatem istotą nowego życia nie jest ani chowanie zmarłych, ani opłakiwanie przeszłości, ani tęskne spacerowanie pośród ruin, lecz rozpoznanie tego, że Jezus Chrystus jest „alfą i omegą, początkiem i końcem (…) Tym, który jest, i który był, i który ma przyjść, Wszechmogącym” (Obj 1,8). Przyszłość pochodzi tylko i wyłącznie z dłoni Boga, który rozpocząwszy dzieło odnowienia wszechrzeczy, okazuje i będzie okazywał ludziom eudokię, dobrą wolę i przychylność . Z tego względu siły ciemnością zostaną poruszone i zniszczone, a Królestwo Boga będzie głoszone i szerzone, by w pełni zamanifestować moc Bożą.

Stary człowiek w nas, człowiek upadły, lgnie do przeszłości i jest gotów na każdy kompromis, byleby osiągnąć choćby chwilowy pokój ducha, by nikt nie mącił mu jego wspomnień dnia wczorajszego, by dzień jutrzejszy nie upomniał się o niego. Lecz nowy człowiek nie dopuści do tego i nie zadowoli się zwycięstwami z przeszłości. Nie możemy więc odbierać rzeczy w sposób osobisty, jak nas dotykają, lecz musimy postrzegać je w kontekście planów Boga. Próba ucieczki od problemów jest próbą ucieczki od Boga, ponieważ istotą nowego życia jest konfrontacja z każdą przeszkodą, która staje na drodze rządom Chrystusa. Chrystus jest „znakiem, któremu się sprzeciwiać będą” (Łk 2,34), ponieważ Jego przyjście stanowi zagrożenie dla starego świata i jego roszczeń. Jest kamieniem obrazy dla wszystkich, którzy walczą z Bogiem. „Każdy, kto by upadł na ten kamień, roztrzaska się, a na kogo by on upadł, zmiażdży go” (Łk 20,18).

Kurczowe chwytanie się przeszłości równa się śmierci. Czas nie jest wiecznością, a teraźniejszość musi stać się przeszłością, by stworzyć miejsce dla przyszłości. To, co przemija, musi ustąpić temu, co się rozwija. Chrześcijanin jest pielgrzymem, który nie szuka niezmienności w czasie ani nowości w nowinkach. Nowość życia i kierunek marszu poprzez dzieje odnajduje w Chrystusie, swoim Odkupicielu, który stanowi punkt odniesienia dla jego wiary i postępów w czasie.

Czasami słyszy się zarzut kierowany pod adresem tych, którzy zrywają z ustanowionym porządkiem, że tak naprawdę nigdy go nie kochali. Jednak to właśnie ci, którzy najmocniej kochają Kościół, są tymi, którzy najbardziej są gotowi zerwać z nim w imię prawdziwej wiary, kiedy Kościół jej się wyrzeka. Ludzie, którzy zostawili swoje domy w Anglii, by udać się do Ameryki, byli wierniejsi spuściźnie, którą opuścili, niż ci, którzy zostali, i dlatego nazwali swą nową ojczyznę Nową Anglią. To, co dla pozostałych, było całkowicie obojętnej, dla pielgrzymów było sprawą wiary i życia, tak że kultura Anglii i Szkocji wkrótce zaczęła lepiej i szybciej rozwijać się w Kanadzie, Stanach Zjednoczonych itd. Rola, jaką odegrały kolonie w ożywieniu krajów macierzystych, do tej pory nie została w pełni doceniona.

W każdej epoce przyszłość należy do ludzi, którzy wchodzą w nią z Chrystusem. Niezależnie od tego, jak ważne są technika i ekonomia, to nie one determinują przyszłość. Są one raczej produktami niż przyczynami. Przyczyny spoczywają w umyśle i w wierze człowieka. Gdyby technika i ekonomia determinowały przyszłość, to wiek dwudziesty byłby wiekiem najszczęśliwszym i najbardziej pokojowym z wszystkich dotychczasowych. Tak jednak nie jest. Zamiast tego znajdujemy się o krok od zbiorowego samobójstwa. Kto porzuca Chrystusa, ten wypiera się przyszłości. Brak mu nie tylko nowości życia i klucza do przyszłości, ale też czuje się obco w teraźniejszości i żyje w stanie ślepej rewolty. Ludzie, którzy nie potrafią tworzyć przyszłości, niszczą nawet swą teraźniejszość i lekceważą swoją przeszłość. Zastany porządek rzeczy można zniszczyć albo przez rewolucję, albo przez odmowę dojrzewania i odrzucenie warunków, na których możliwe są odrodzenie i odnowa.

W większości współczesnych kościołów, a w zasadzie w niemal wszystkich, złymi ludźmi są ci, którzy próbują wykorzystać Kościół jako narzędzie rewolucji, a nie Chrystusa, oraz ci, którzy nie mają nic przeciwko temu, by Kościół pozostał dalekim od wiary i Boga klubem towarzyskim gromadzącym ludzi zabiegających o zewnętrzną formę pobożności pozbawioną jej mocy (por. 2Tm 3,5). Ludzie pobożni odwracają się od takich kościołów i budują kościoły w oderwaniu od nich, jako że Kościół to nie budynek, organizacja, hierarchia lub tradycja, ale żywe i wzrastające ciało Chrystusa, które w każdym pokoleniu rozrywa stare bukłaki i domaga się nowej formy dla nowych czasów.

Pismo Święte zawiera intrygujący przykład użycia słowa „nowy”, dzięki któremu Duch Święty prowadzi nas do lepszego zrozumienia jego znaczenia. W Ewangelii Mateusza 9,17 wino określone jest jako nowe, neos, podczas gdy bukłaki są kainous. To samo znajdujemy w Ewangelii Łukasza 5,37-38. Wino, czyli życie wiernych, zawsze jest nowe w czasie, ponieważ każde pokolenie na własne oczy widzi działanie odradzającej mocy Chrystusa. Instytucjonalne zasobniki, w których zgromadzone jest to nowe życie, są te same: Kościół, państwo, szkoła, rodzina itd., lecz albo stają się nowe w swej naturze i jakości, albo rozrywa je siła nowego życia. Prawdziwymi chrześcijanami są ci, którzy w każdym pokoleniu rozrywają stare bukłaki przeszłości, ponieważ są życiem przyszłości i wymagają odnowionych form przyszłości. Biblia nazywa ich „nowym winem” (Mt 9,17; Mk 2,22; Łk 5,37-38), neos, czyli winem z najnowszego rocznika. Jesteśmy nowi w czasie nie tylko dlatego, że urodziliśmy się w obecnym pokoleniu, lecz przede wszystkim dlatego, że dzięki odradzającej mocy Chrystusa zostaliśmy uwolnieni ze świata grzechu i śmierci, od karmicznej konieczności, i uczynieni siłą i mocą przyszłości.

Choć chrześcijanin szanuje przeszłość, to jednak nie może zbyt silnie wiązać się z nią. Zbyt często, przysłuchując się naszym rozmowom, stwierdzamy, że ich głównym tematem są sprawy wczorajsze – żyjemy przeszłością. Opłakujemy ją, roztrząsamy ją, ciągle na nowo odgrzewamy, a tym samym napełniamy teraźniejszość smutkiem i wykrzywiamy ją, zaniedbując przy tym przyszłość. Problemy dnia wczorajszego i obecnego są jak najbardziej realne, a w upadłym świecie nie sposób od nich uciec. Jednak świadectwem tego, jak dojrzałe jest nasze chrześcijaństwo, jest to, co czynimy w odpowiedzi na zapewnienie Chrystusa: „Oto wszystko nowym czynię”. Czy śmiało i ufnie pracujemy w celu realizacji woli Bożej w naszym życiu, czy też bez końca trapimy się tym, kto i co powiedział wczoraj i dzisiaj? Czy całe nasze życie to jedynie reagowanie na to, co inni powiedzieli lub zrobili, czy też raczej aktywne uczestnictwo w chrystusowym dziele odnowienia wszechrzeczy? Czy bardziej przejmujemy się grzechami i niedociągnięciami bliźnich, czy też raczej koncentrujemy się na zadaniu budowania z myślą o przyszłości?