Marcin Luter w rozprawie ”O pożytku męki Pańskiej” (Postylla domowa, Cieszyn 1883) zamieszcza cenne uwagi o tym, jak nauczać o męce Chrystusa. 

“W kazaniach o męce Pana naszego Jezusa Chrystusa trzeba nie tylko historię samą dosłownie opowiadać, ale należy napominać i uczyć lud, aby pamiętał, dlaczego Chrystus był umęczony i jak mękę Jego na swój pożytek obracać mamy. Bo żadnego pożytku nie przynosi sposób, na jaki w papiestwie miewano kazania o męce Pańskiej, gdy kaznodzieje, zwłaszcza mnisi, tylko na to się sadzili, jakby słuchaczy do łez wzruszyć. Więc w takich kazaniach pełno wyzywań na żydów i opisywań, jak Panna Maria płakała, w żałości z synem się rozstawała i inne tym podobne sceny wyprawiała. Kazania takie, jak w ogólności całe nabożeństwo w papiestwie, są tylko obłudą, bez ducha i treści, które żadnego owocu wydać ani poprawy u ludzi wywołać nie mogą. Gdy zaś kazania apostołów i proroków rozważymy, zaraz spostrzeżemy, że zupełnie inaczej męka Pańska była opowiadana. Bo oni o samej męce nie używają wielu słów, owszem mówią i krótko, i węzłowato. Natomiast nie mogą dobrać słów i wyrazów, aby objaśnić, jak na swój pożytek i pociechę człowiek męki Pańskiej użyć może”.

Czytając powyższe słowa, można odnieść wrażenie, że Lutra sama męka Pańska zbytnio nie interesuje, bo chodzi mu głównie o korzyści dla nas, grzeszników, z niej płynące. Myślę, że to błędny wniosek. Luter bardzo wiele nauczał o cierpiącym i umierającym Chrystusie, a nawet posunął się o tego, że mówił o cierpieniu i śmierci samego Boga, przez co podkreślał, że ze względu na zjednoczenie natury boskiej i ludzkiej w jednej osobie Jezusa Chrystusa słusznie możemy przypisać cierpienie ludziego ciała i duszy wcielonemu Synowi Bożemu. Bóg dla Lutra nie był dalekim i zimnym bóstwem filozofów greckich. Jednak Luter wiedział, że zatrzymanie się nad samą męką Chrystusa jest tylko sentymentalnym okłamywaniem samego siebie. Jeśliby z tej męki nic nie wyniknęło, jeśliby oznaczała jedynie bezproduktywne współczucie Boga dla umęczonej grzechem ludzkości, to nie byłoby sensu o niej mówić. Od lekarza oczekujemy przecież nie tylko współczucia, lecz i pomocy. Luter zatem mówiąc o męce Pańskiej zwraca uwagę na jej skutki, na to, że dokonała ona czegoś niezwykłego i cudownego – odkupiła nas z naszych grzechów. 

“Winieneś także wiedzieć i wierzyć, co Jan opowiada, że Chrystus umęczony był dla twoich grzechów, że grzechy twoje włożył Bóg na Chrystusa, który też w posłuszeństwie wziął je na siebie i zgładził je. Abyś ty, gdy poznasz, żeś grzesznikiem, który wieczny gniew Boży i potępienie sobie zasłużył, w tej trwodze nie zwątpił, ale szukał pociechy w męce i zadośćuczynieniu Pana naszego Chrystusa. Wtenczas z przyczyny męki Pańskiej wzruszy ci się serce, wprawdzie nie tak, jak przy kazaniu papieskim, gdy oczy łzy leją, a serce pozostaje suche i skrzepłe; ale owszem poruszy się serce naprzód z żałości dla tego, że grzech tak straszliwym i obrzydliwym jest ciężarem, że zdjąć go z siebie nie może żadne stworzenie, ale tylko owa wielka ofiara Syna Bożego, Jego męka i śmierć. I z radości wzruszy ci się serce, ponieważ dla ciebie Chrystus ofiarą się stał, abyś był o tym przekonany, że dla grzechów twoich nie chce Bóg cię odrzucić ani potępić, jak zasłużyłeś, ale że dla tej drogiej ofiary i zapłaty Syna swego jednorodzonego chce pojednać się z tobą, odpuścić ci grzechy twoje i z łaski przyjąć cię za dziedzica żywota wiecznego”.

Dalej Luter zwraca uwagę na jeszcze jeden problem z sentymentalnym głoszeniem męki Pańskiej. Jeśli bowiem skupiamy się na samej męce i cierpieniu, które jednak nie prowadzą nas do odkupienia, to zaczynamy szukać dla odkupienia na własną rękę, przez co “cała służba Boża [czyli nabożeństwo] tak była urządzona, jakby każdy chrześcijanin, a nie Chrystus, grzechy świata nosił i zobowiązany był dać za nie zapłatę”. Innymi słowy, jeśli nie jesteśmy przekonani o tym, że męka Pańska była dostateczną i skuteczną ofiarą dla zgładzenia grzechów, to uznajemy, że sami musimy je odcierpieć i za nie zadośćuczynić. Tego jednak żadną miarą uczynić nie możemy, choć wydaje się nam, że gdybyśmy trochę bardziej się postarali, to jednak zyskalibyśmy Bożą przychylność. I tak “myśli te rodzą tylko trwogę i lęk” – koło się zamyka, a nam pozostaje tylko cierpienie, które jeśli już jest w stanie cokolwiek zrodzić, to tylko jeszcze większe cierpienie.