Biblia opowiada pewną historię, o czym musimy pamiętać, by zrozumieć to, co w niej znajdujemy. Musimy mieć ogólne pojęcie o historii opowiadanej przez Biblię, by lepiej pojąć jej szczegóły – poszczególne historie w kontekście historii ogólnej. Jeśli potraktujemy Biblię jako historię dochodzenia ludzkości do dojrzałości w Chrystusie, to znajdziemy w niej o wiele więcej rzeczy, niż jeśli potraktujemy ją tylko jako historię zbawienia.
I oczywiście początek biblijnej historii jest bardzo ważny dla rozwoju opowiadanej przez nią historii. Ukazuje punkt wyjścia – mówi, skąd przyszliśmy, ale też zawiera w sobie pewne wskazówki dotyczące tego, do czego zmierzamy.
Zobaczmy, co mówią pierwsze dwa wersety Pisma: „Na początku stworzył Bóg niebo i ziemię. A ziemia była pustkowiem i chaosem (bezładem, BT); ciemność była nad otchłanią, a Duch Boży unosił się nad powierzchnią wód” (BW). Intrygujące jest to, że Bóg postanowił stworzyć świat nie od razu w jego pełnej, doskonałej formie, lecz rozpoczął pracę od stworzenia ziemi, która była bezładnym i pogrążonym w ciemności pustkowiem. Dopiero później rozpoczął pracę nad tym pierwotnym materiałem, przekształcając go z chwały w chwałę.
Druga ważna obserwacja, to obecność Ducha, który od samego początku towarzyszy stworzeniu i porusza się wraz ze stworzeniem, by doprowadzić je do pełni dojrzałości. Duch jest więc tym, który otacza chwałą tudzież prowadzi do chwały.
Bóg najpierw napełnia świat światłem, potem porządkuje świat, wprowadzając różnego rodzaju podziały, a także napełnia świat nowymi rzeczami i stworzeniami. Każdego dnia wieczorem Bóg stwierdza, że to, co uczynił, jest dobre, ale już rano następnego dnia znów przystępuje do pracy i to, co jest dobre, według Jego własnego osądu, zamienia w coś jeszcze lepszego. Ciekawe jest to, że pomiędzy każdym z kolejnych dni następuje noc, kiedy cały świat pogrąża się w ciemności.
Te pierwsze wersety Pisma ukazują podstawowy sposób Bożego działania w świecie, co jest o tyle ważne, że nie tylko pozwala nam zrozumieć sposób Bożego działania w naszym życiu, ale też informuje nas, jak my mamy postępować jako osoby stworzone na obraz Boga, na którego podobieństwo mamy wzrastać.
Szóstego dnia Bóg stworzył Adama, lecz potem stwierdził, że czegoś mu brakuje, więc także jego pogrążył w mroku głębokiego snu, z którego wyłoniła się Ewa. Oczywiście, Adam następnie zgrzeszył, co skomplikowało sprawy, jednak nie zmieniło to podstawowego planu Boga dla świata. Droga do dojrzałości będzie teraz trudniejsza i dłuższa, lecz wciąż będzie to droga do dojrzałości. Zatem historia zbawienia tudzież odkupienia jest bardzo ważnym i nieodzownym elementem historii dojrzewania, niemniej jednak także jej elementy są podporządkowane tej nadrzędnej historii, jaką jest historia dojrzewania. Odkupienie nie jest celem ostatecznym, lecz jest pewnym etapem na drodze do dojrzałości. Z drugiej strony, oznacza to, że w historii dojrzewania nie możemy zignorować historii odkupienia, czyli krótko mówiąc – grzechu.
3. Księga Mojżeszowa (Kapłańska) mówi o dwóch podstawowych kategoriach grzechu. W 4. rozdziale czytamy: „Przemów do synów izraelskich tymi słowy: Jeżeli ktoś nieświadomie (przez nieuwagę, BT) zgrzeszy przeciwko jakiemukolwiek z przykazań Pańskich i popełni to, czego nie wolno, a więc wykroczy przeciwko jednemu z nich”, to złoży ofiarę za swój grzech. Mowa tu o grzechu nie popełnionym z premedytacją, o grzechu popełnionym przez nieuwagę, zaniedbanie, zbłądzenie lub zwiedzenie. W ofierze za taki grzech można było złożyć różnego rodzaju zwierzęta, które Mojżesz wymienia, lub nawet garść mąki. Nie wolno jednak było złożyć w ofierze za tego typu grzech baranka. Innego rodzaju grzechem jest świadome przekroczenie Bożego przykazania, czyli przestępstwo z premedytacją. Czytamy o nim począwszy od 14. wersetu 5. rozdziału. By lepiej zrozumieć różnicę między oboma rodzajami grzechu, warto pamiętać, że ten drugi rodzaj stanowi wykroczenie przeciwko lub zamach na święte rzeczy w domu Bożym. Nikt nie wkrada się do cudzego domu i nie rabuje go przez przypadek, niechcący, lecz zawsze czyni to z premedytacją. Taki grzech jest świadomym wystąpieniem, buntem przeciwko Bogu.
Człowiek ma żyć blisko Boga i wtedy jest szczęśliwy. Może jednak oddalić się od Boga, pobłądzić na swoich ścieżkach i znaleźć się w krainie śmierci. Śmierć ta zdefiniowana jest w Biblii jako nieczystość. (Dlatego np. trędowaty stawał się nieczysty, a więc naznaczony śmiercią i musiał zamieszkać z dala od obozu ludu Bożego, a więc i z dala od Boga, w symbolicznej krainie śmierci). A wtedy ofiara za grzech sprowadzała go z powrotem do Boga.
Przestępstwa przeciwko Bogu działają inaczej. Nie tyle oddalają nas od Boga, co raczej są zamachem na Boga, zamachem na Jego świętość i władzę. Takiego grzechu dopuścił się Adam w Ogrodzie. Z kolei Ewa dopuściła się pierwszego rodzaju grzechu – została zwiedzona. Gdy człowiek dopuści się przestępstwa przeciwko Bogu, grzechu z podniesioną ręką, jak nazywa go Biblia, wtedy może złożyć w ofierze tylko jeden rodzaj zwierzęcia ofiarnego, a mianowicie baranka. Lub odpowiednią kwotę pieniędzy. Bóg od początku stwierdził, że krew żadnego zwierzęcia nie jest w stanie zakryć grzechu. To dlatego Jezus nazwany jest barankiem Bożym, który gładzi grzech świata. Zmazawszy największy grzech, bunt przeciwko Bogu, zmazał też wszystkie inne grzechy.
By zrozumieć Stary Testament musimy pamiętać przynajmniej o podstawach systemu ofiarniczego i o tym podstawowym podziale grzechów. Grzech prowadzi do śmierci, jednak Bóg jeszcze przed przyjściem Jezusa wielokrotnie i na wiele sposobów pokazał, że jest Bogiem miłosiernym, który łaskawie obchodzi się z grzesznikami, zwłaszcza z tymi, którzy nie za bardzo rozumieją, co robią. Dlatego Jezus modlił się na krzyżu: „Ojcze, przebacz im, bo nie wiedzą, co czynią”. Jednak inaczej wygląda sprawa z przestępcami, którzy świadomie, z podniesioną ręką, występują przeciwko Bogu i grzeszą, bo chcą w ten sposób rzucić Bogu wyzwanie. Z im większą świadomością buntujemy się przeciwko Bogu, tym niechętniej Bóg okazuje wyrozumiałość. Takim ludziom Bóg grozi piekłem. A w Biblii ludźmi, którymi Bóg grozi piekłem, byli faryzeusze, nauczyciele Pisma, kapłani, którzy z powodu swej wiedzy grzeszyli przeciwko Bogu z wielką świadomością tego, co robią. Oni wiedzieli, kogo ukrzyżowali. Większa wiedza zawsze oznacza większą odpowiedzialność. Komu więcej dano, od tego więcej się wymaga.
Tu warto zwrócić uwagę na powiązanie wątku grzechu z wątkiem dojrzewania – im większa dojrzałość, tym większa odpowiedzialność, ale też tym większy – przynajmniej potencjalnie – grzech. Im większe poznanie Boga, tym większa – czasami – nienawiść Boga. To tłumaczy, dlaczego im więcej przywódcy Izraela wiedzieli o Bogu, im więcej objawienia docierało do nich, tym stawali się coraz bardziej zatwardziali w swoim buncie, który przybierał coraz to większe wymiary, a – co za tym idzie – także kary stawały się coraz dotkliwsze.
Kiedy Bóg wyprowadził Izrael z Egiptu, wyprowadził go jako 12 plemion, które w swej wędrówce do Ziemi Obiecanej napotykały inne plemiona. Jesteśmy więc na plemiennym etapie historii biblijnej. Kiedy Izrael zgrzeszył, wtedy Bóg wydawał go na łaskę innych plemion. Kiedy np. Izrael zapragnął czcić bogów ammonickich, wtedy Bóg wydał ich na pastwę Ammonitów, by w pełni doświadczył życia w kulturze ukształtowanej przez kult ammonickich bóstw. Księga Sędziów pełna jest tego typu historii.
Ale jeśli myślicie, że gorzej być nie może, to czytajcie Biblię dalej. Bóg dał Izraelowi literaturę dydaktyczną, czyli mądrościową. Teraz jesteśmy w epoce królewskiej. Izrael nie jest już zgrupowaniem 12 plemion, lecz zjednoczonym narodem z piękną stolicą. Lecz nie tylko Izrael osiągnął etap królewski w swym rozwoju. To samo dotyczy okolicznych narodów. Kiedy więc Izrael grzeszy, Bóg wydaje go na łaskę tych narodów, które są większe, silniejsze i czasami okrutniejsze niż plemiona z poprzedniej epoki. Ta epoka kończy się niewolą.
Kolejna epoka to epoka, w której Bóg dał Izraelowi literaturę prorocką, a na scenie zamiast królestw pojawiły się imperia, spośród których jedne były sprawiedliwe, a inne bezbożne i okrutne.
Bóg zatem dyscyplinował Izrael na różne sposoby, a czynił to coraz bardziej intensywnie. W końcu, gdy dochodzimy do czasów Chrystusa, na scenie pojawiają się demony, w których niewoli znalazł się Izrael. Najpierw były to pogańskie plemiona, potem królestwa, następnie imperia, a teraz demony. Najwyraźniej sytuacja coraz bardziej się pogarsza.
Intrygujące jest to, gdzie w Ewangeliach pojawiają się demony. Najczęściej pojawiają się w synagogach. Dlatego Jezus nazywa faryzeuszy i nauczycieli Pisma – odstępczych przywódców Izraela – wyznawcami szatana. A demony, które sprowadzili na Izrael, sprawiają, że ludzie tracą rozum, okaleczają samych siebie, rzucają się w ogień, są ślepi, głusi i kulawi. Są jednym wielkim nieszczęściem. Znajdujemy się więc w punkcie kulminacyjnym, w punkcie zwrotnym. Gorzej być nie może. Lub – gorsze jest tylko piekło.
Ewangelijny obraz Izraela ukazuje konsekwencje grzechu Adama, który przekazał szatanowi władzę nad światem. Na przestrzeni czterech tysięcy lat grzech dojrzał do punktu, w którym życie stało się nieznośne, a demony były praktycznie wszechobecne.
Jest to też punkt kulminacyjny, ponieważ jeśli życie pod władzą demonów niczego nas nie nauczy, to nie ma już dla nas żadnej surowszej nauczki. Coś diametralnie musi się zmienić. Albo nastąpi nowy Potop, albo coś jeszcze bardziej radykalnego.
I tu na scenę wkracza Jezus, by zapłacić za nasze grzechy, a przede wszystkim za grzech Adama i uwolnić nas spod władzy demonów.
W tym miejscu należy powiedzieć coś o świętej wojnie, która jest jednym z głównych wątków Pisma Świętego. Dlatego Stary Testament zawiera tak wiele opisów walki, bitew i wojen. Te opisy przygotowują nas na nadejście Chrystusa, którego nowotestamentowe przedstawienie nie powinno nas dziwić. I mam tu na myśli nie tylko obraz Jezusa karmiącego tłumy i uzdrawiającego chorych, lecz także Jezusa wypędzającego przekupniów ze Świątyni, Jezus wypowiadającego „biada” nad faryzeuszami, Jezusa jadącego na rumaku w szacie zbroczonej krwią. Jezusa, który od samego początku potyka się z demonami i ich wyznawcami.
Ten wątek świętej wojny oczywiście rozpoczyna się w trzecim rozdziale 1. Księgi Mojżeszowej. Tam szatan postanowił zniszczyć rasę ludzką. Dlaczego miałby to robić?
Człowiek został stworzony niewiele niższym od aniołów, lecz w Chrystusie zostaliśmy postawieni ponad aniołami. Paweł napisał do Koryntian: „Czy nie wiecie, że aniołów sądzić będziemy?” (1Kor 6,3). Pierwotnie jednak aniołowie byli naszymi sędziami. To za pośrednictwem aniołów otrzymaliśmy Prawo. Relacja między aniołami a ludzkością to relacja podobna do relacji między sierżantem a kadetami, którzy mają stać się oficerami, a których sierżant musi wiele nauczyć, zanim zasłużą na oficerskie gwiazdki.
Załóżmy, że jesteś kadetem, pochodzisz z arystokratycznej rodziny, a pewnego dnia zostaniesz oficerem, być może nawet generałem lub marszałkiem polnym. Zanim jednak zostaniesz oficerem musisz przejść przez trening, musisz zaliczyć naukę musztry i poligon. W tym czasie znajdujesz się pod dowództwem sierżanta, który – jak masz wrażenie – czasami jest zbyt gorliwy i za bardzo się nad tobą znęca, a nawet pomiata, zwłaszcza gdy każe ci czołgać się w pełnym rynsztunku przez dwa kilometry i to przez świeże błoto. Czasami chciałbyś dać mu w nos. Niestety, nie jesteś jeszcze oficerem i nie masz nad sierżantem żadnej władzy. Co więcej, musisz go nie tylko słuchać, ale i oddawać mu honory.
W końcu przychodzi jednak dzień, kiedy szkolenie dobiega końca, a ty masz prawo założyć sobie gwiazdki na pagony. Tego dnia stajesz się oficerem. Od tego dnia sierżant musi tobie salutować i od ciebie przyjmować rozkazy. A jeśli rzeczywiście dałeś z siebie wszystko w czasie treningu, to sierżant salutuje tobie tylko dlatego, że musi, ale także dlatego, że jest z ciebie dumny.
Aniołowie są takimi sierżantami. Ich zadaniem było wyszkolenie nas, byśmy mogli otrzymać gwiazdki oficerskie. Do czasu byliśmy pod ich komendą. Teraz, kiedy w Chrystusie staliśmy się dojrzali, aniołowie są nam poddani, a czynią to z radością.
Niestety, czasami zdarzają się źli sierżanci. Szatan jest takim złym sierżantem. Szatan nie chce, by ludzkość doszła do dojrzałości, nie chce oddawać jej honorów, nie chce, by człowiek stał ponad nim. Szatana jest zawistny o chwałę, jaką Bóg obiecał otoczyć człowieka. Szatan jest sierżantem, który chce na zawsze zatrzymać ludzkość na poligonie i poddawać ją wszelkiego rodzaju ćwiczeniom, by w ten sposób okazywać swoją wyższość. Sprawa wygląda nawet poważniej. Szatan chce zabić człowieka i pozbyć się konkurenta. Dlatego namawia człowieka do grzechu, bo chce, by Bóg go zabił. I rzeczywiście, grzech człowieka wzbudził gniew Boga.
Jednej rzeczy szatan się nie spodziewał, a mianowicie tego, że Ojciec pośle Syna, że jedna z osób Trójcy stanie się człowiekiem, by wziąć na siebie całe ludzkie nieszczęście, wszelki należący się ludziom sąd, i umrze za nas na krzyżu. To nie mieściło się w jego głowie. Szatan oceniał Boga według własnej miary i doszedł do wniosku, że taki rozwój wypadków jest niemożliwy.
Pofantazjujmy trochę: Wąż przychodzi do Ewy i namawia ją do zjedzenia owocu z Drzewa Poznania. Adam słyszy słowa węża i natychmiast ucina tę konwersację. Wąż powraca jednak następnego dnia, a wtedy Adam odcina mu łeb. Następnego jednak dnia wąż – jakby nigdy nic – znów się pojawia. Adam dochodzi do wniosku, że ma do czynienia z czymś innym niż ze zwykłym gadającym wężem – ma do czynienia z aniołem. Ale ponieważ Adam jest wciąż dzieckiem, kadetem, dlatego wie, że o własnych siłach nie poradzi sobie ze złym sierżantem. Nie obroni Ewy ani nie uchroni Ogrodu.
Tu – wracając do prawdziwej historii – okazuje się, że Adam nie było gotowy do tego, by bronić Ewę. Pozwolił więc Ewie zjeść owoc, by przekonać się, co się stanie. Może nie dbał o Ewę, bo za krótko ją znał. Ale – wracamy do historii fantastycznej – gdyby Adam pogonił węża i spędził jeszcze wiele czasu z Ewą i prawdziwie ją pokochał, być może mieliby już dzieci, wtedy Adam nie zachowałby się jak tchórz i nie uciekł przed wężem, który w międzyczasie urósł do wymiarów wielkiego smoka o łusce twardej jak tytan i oddechu palącym jak piec martenowski. Wtedy stwierdziłby też, że potrzebuje poznania dobra i zła, które uczyni zeń prawdziwego króla, który zapanuje nad zbuntowanym aniołem. Wiedział, że będzie musiał umrzeć, by otrzymać miecz, którym pokona smoka, lecz ufał, że Bóg wzbudzi go z martwych odzianego w zbroję wiary.
Pewnie dobrze by było, gdyby tak wszystko się potoczyło, ale wiemy, że sprawy przybrały inny obrót. Dlatego zamiast Adama przyszedł Jezus, by zniszczyć dzieła diabelskie. Jezus umarł, zmartwychwstał, udał się do nieba i wyrzucił stamtąd szatana. Czytamy o tym w 12. rozdziale Objawienia (Apokalipsy). Wyrzucony z nieba szatan znalazł się na ziemi, lecz tylko po to, by – jak napisał apostoł Paweł – zostać startym pod stopami Kościoła (Rz 16,30). Dlatego też w Chrystusie nie walczymy z ciałem, lecz z nadziemskimi mocami. Do tej walki nie mogli stanąć ludzie przed przyjściem Chrystusa. W Chrystusie jesteśmy do niej powołani i wyposażeni. (To też wyjaśnia, dlaczego w Starym Testamencie nie czytamy o demonach i opętaniu. Bóg na to nie pozwolił, bo ludzie nie byli gotowi do takiej walki).
Oczywiście, walka z demonami zwykle nie wygląda tak, jako to bywa przedstawiane w filmach lub kiepskiej literaturze pobożnościowej. Ta walka rozpoczyna się raczej na nabożeństwie ukształtowanym zgodnie z nauczaniem Pisma, co widzimy na przykładzie walki Jehoszafata z Aramejczykami (por. 1 Krl 22). Przede wszystkim pamiętajmy, że szatan chce, byśmy czynili jego wolę dobrowolnie, więc nie tyle zmusza nas do czynienia jego woli, co raczej zaszczepia w naszych głowach pewne myśli i idee, które uznajemy za swoje i którego rodzą potem określonego rodzaju decyzje i zachowania. Ta wojna w znacznej mierze toczy się obecnie w sferze idei. (Jeśli ludzie uznają płód ludzki za rzecz, a nie za człowieka, wtedy nie będą mieli problemu z aborcją).
Święta wojna wyjaśnia, dlatego w Starym Testamencie znajdujemy tak wiele opisów bitew i wojen. Widzimy w nich królów walczących z wrogami Izraela, który jest Oblubienicą Bożą. Ze wrogami stoi starodawny smok, szatan, który atakuje Oblubienicę, bo nie chce, by wydała pobożne potomstwo, które napełniłoby królestwo chwałą i sprawiedliwością Bożą. Dlatego w literaturze dydaktycznej, np. w Pieśni nad Pieśniami, oblubienica przedstawiona jest jak ziemia Izraela: jej włosy to stado kóz, jej zęby to stado owiec, jej policzki to połówki granatu, jej szyja to baszta zamkowa, jej miłość to wino, jej usta to mleko i miód, a jej zapach przypomina zapach sadu i ogrodu. Król broniąc królestwa, broni oblubienicą Boga. A jeśli będzie potrzeba, gotów jest umrzeć w jej obronie.
(Opracowane na podstawie wykładów Jamesa B. Jordana, How to Read the Bible for the First Time.)